
Fallout 4
Buy GameCo gra w duszy Fallouta 4
Fallout 4
Buy GameMuzyka nie bez powodu stanowi kluczowy element serii Fallout.
To dzięki niej ludzie wyrażają swoje uczucia, to ona potrafi nadać ton każdemu doświadczeniu. Muzyką można uchwycić ducha czasu. Dla gracza, krótko mówiąc, jest swoistym sygnałem przypominającym o „gdzie” i „kiedy”.
Szczególnie istotne jest to w kontekście przemierzania pustkowi, gdyż Fallout 4 ma za zadanie wzbudzać w człowieku uczucie nostalgii – zarówno za poprzednimi częściami serii, jak i za straconym dla ludzkości światem. Podobnie jak w chwilach, kiedy widzimy stary samochód lub sporych rozmiarów komputer i od razu sięgamy z rozrzewnieniem myślami do tego, co mogło być kiedyś, odpowiednia muzyka może wywołać wszelkiego rodzaju emocje. Czasami jest to miłe uczucie nostalgii – jeśli jednak skonfrontujemy je wówczas z tłem postapokaliptycznego pustkowia, przybiera zdecydowanie bardziej tęskny ton. W innych momentach możemy natrafić na smutną piosenkę o utraconej miłości, dzięki której gracze wspomną to, co stracili i, być może, rozważą, jak wiele mogą jeszcze zyskać, stawiając czoła wyzwaniom przyszłości. W jeszcze innych chwilach może natomiast rozbrzmieć żywiołowy popowy kawałek z dawnych lat – wprost stworzony do sytuacji, kiedy (cytując poniższy film) „czas coś r!@#$%^ć”.
Dlatego właśnie w Falloucie 4 zawarto jeszcze więcej jeszcze bardziej różnorodnej muzyki, zwiększając długość całej ścieżki dźwiękowej trzykrotnie (w porównaniu do Fallouta 3). Uważnie dobierane utwory stały się już wręcz rdzeniem świata serii, a czwarta jej część oferuje jeszcze dogłębniejsze dźwiękowe doznania, idealnie dopełniające najambitniejszą do tej pory produkcję Bethesda Game Studios.
Jeśli mowa natomiast o samej zawartości tego poszerzonego, bardziej eklektycznego repertuaru, reżyser dźwięku Mark Lampert lubi kłaść nacisk na podział utworów na trzy kategorie. Jedna trzecia muzyki jest bardzo rozpoznawalna – jak na przykład wielkie przeboje Binga Crosby'ego. „Na początku chyba wręcz przesadziliśmy z Bingiem” – opowiada ze śmiechem Lampert. „Gdyby chcieć, cała lista utworów mogłaby się tak naprawdę składać wyłącznie z Crosby'ego”. Drugą z trzech części stanowią mniej znane numery dobrze znanych artystów, jak np. „Orange Colored Sky” Nata Kinga Cole'a. A trzecią? Tu zaczyna się prawdziwa zabawa. To często wygrzebane z lamusa kawałki dawno zapomnianych grup, z przezabawnymi tekstami i niepowtarzalnym brzmieniem. „Chciałbym wiedzieć, czy ktokolwiek, kto miał jakiś związek z tymi zespołami, usłyszy te melodie” – mówi Lampert. – „Kto wie, kiedy ostatnio puszczano je w radiu”.
Klimat końca świata
Przy wyborze konkretnych utworów zarówno Lampert, jak i reżyser gry Todd Howard dokładnie wiedzieli, jaki mają cel. Przede wszystkim Howard nie miał wątpliwości, że nie obędzie się bez utworu The Ink Spots. W końcu zespół ten towarzyszył serii, od kiedy „Maybe” rozbrzmiało jako wstępny motyw pierwszego Fallouta. „Po prostu wiadomo było, że zwiastun musi się rozpocząć nutami The Ink Spots” – mówi Howard. – „To nieodzowna część klimatu Fallouta”.
To właśnie dlatego numer „It's All Over But The Crying” został wybrany przez Howarda jako pierwszy element ścieżki gry. Wpleciono go również w zwiastun, co pozwoliło na przywołanie niepowtarzalnego nastroju Fallouta, wzbudzając jednocześnie nostalgię zarówno za minionymi czasami, jak i za poprzednimi częściami gry. Reżyserowi nie chodziło jednakże tylko o charakterystyczny styl zespołu. Sama piosenka wpasowuje się również w nastrój budzącej się w świecie Fallouta 4 nadziei. „Jest bardzo smutna” – mówi Howard – „ale też wyjątkowa wśród piosenek The Ink Spots ze względu na żywiołową drugą połowę. To prawie tak, jakby mówili «no nic, już po wszystkim, ruszajmy dalej!». Kończy się wręcz radośnie. Prawie można do niej tańczyć”.
Jeśli chodzi o resztę repertuaru, Howard i Lampert współpracowali z Chrisem Parkerem, współzałożycielem muzycznej agencji licencyjnej Brandracket, który pomagał im w doborze utworów. „Chcieliśmy położyć większy nacisk na wczesne rock-n-rollowe utwory” – mówi Lampert. – „Chris znalazł muzyczny zakątek, do którego wcześniej nie zaglądałem, a który stanowczo wykraczał poza powszechnie znane brzmienia. Znalazł różnych artystów, którzy nagrywali piosenki właśnie na temat uranu albo radioaktywności. «Atom Bomb Baby» jest idealnym tego przykładem”.
Lampert zwraca uwagę na fakt, że w piosenkach tych pobrzmiewa wręcz nuta naiwności – zupełnie tak, jak gdyby dzieci bawiły się czymś, czego do końca nie rozumieją. W czasach, kiedy utwory ujrzały światło dzienne, społeczeństwo opierało się na utopijnym optymizmie, który mocno kontrastował z apokaliptycznym potencjałem broni atomowej. „Niemalże, jakby ich to wszystko bawiło” – mówi Lampert. I przebrzmiewa to wyraźnie w tekstach ówczesnych utworów.
Muzyka na każdą okazję
W jaki sposób jednak przy tak bogatym wyborze dzieł – i największym dotychczas świecie produkcji Bethesda Game Studios – zespół zdołał zadbać o to, żeby licencjonowane numery nie tylko tworzyły odpowiedni nastrój, ale też nadal sprawiały przyjemność po niezliczonych godzinach spędzonych w grze? Część odpowiedzi stanowią wewnętrzne testy. Kiedy już zdecydowano się na pewien zestaw piosenek, Howard przygotował sobie z nich listę odtwarzania. „Słuchałem jej od rana do wieczora przez jakieś trzy czy cztery dni pracy” – mówi. – „Z samą muzyką, bez DJ-a”. Kilka numerów szybko zaczęło go drażnić. Inne były przesadnie melancholijne. Jeszcze inne trwały zbyt długo, co zakłócałoby rytm rozgrywki. Od razu je odrzucono, i tak, iteracyjną metodą ciągłego odsłuchiwania materiału, ekipa dotarła w końcu do muzycznej mieszanki, która nie nużyła i pasowała do nastroju prawie każdej sytuacji.
Według Lamperta muzyka w Falloucie 4 w dość niesamowity sposób dopasowuje się do poczynań gracza. „Zdarzało się, że byłem właśnie w trakcie przygotowań do dużej bitwy, a z głośników rozbrzmiewał akurat „Cwał walkirii” – wspomina. – „Nie brakuje też spokojniejszych, wyciszających utworów, które po prostu świetnie się zgrywają z nastrojem nocy, kiedy dookoła nie dzieje się nic szczególnego”. Jeśli nawet ścieżka nie podsunie numeru, który najlepiej pasuje graczowi w danej sytuacji, wybór jest na tyle obszerny, że można bez problemu przełączyć się na coś bardziej adekwatnego, przeskakując między stacją radiową Diamond City a rozgłośnią muzyki klasycznej... albo po prostu pozostawić samo muzyczne tło, które stworzono na potrzeby gry.
„Kiedy już znudzi mi się jeden rodzaj muzyki, po prostu przełączam się na klasykę... a później z powrotem” – stwierdza Lampert. – „Zawsze ma się pod ręką multum najróżniejszych melodii”.
Poznajcie Magnolię
W Falloucie 4 pojawia się też coś zupełnie nowego: piosenki stworzone specjalnie z myślą o grze, napisane i wykonane przez pewną wyjątkowo „heroiczną” gwiazdę. Od razu nasuwa się w związku z tym pytanie: jak odnajduje się oryginalna muzyka w fikcyjnym świecie, któremu licencjonowane utwory służą za zakotwiczenie w rzeczywistości?
Przede wszystkim należy pamiętać, że uniwersum Fallouta odgałęzia się od naszego wkrótce po drugiej wojnie światowej. Co ważne również: niektóre piosenki pochodzą sprzed tego podziału, a niektóre powstały już po nim. „Pozwoliliśmy sobie na lekkie rozmycie linii czasu” – wyjaśnia Lampert. – „Jeśli utwór pasował lirycznie i po prostu się nam podobał, to nawet jeżeli, technicznie rzecz ujmując, wykraczał o kilka lat poza ten zakres, przeważała dostarczana przez niego przyjemność”.
Na scenie Lynda Carter, aktorka, która zdobyła sławę dzięki roli jednej z najbardziej ikonicznych postaci telewizyjnych, Wonder Woman. Występowała też przed luminarzami i dygnitarzami świata wraz ze swym zachwalanym przez krytyków zespołem. Teraz może położyć kolejną wisienkę na swym metaforycznym torcie dzięki gwiazdorskiemu popisowi w Falloucie 4, określanemu przez nią jako jeden z najważniejszych momentów swojej świetlanej kariery.
„Już od dłuższego czasu utrzymujemy z Lyndą przyjazne relacje” – mówi Howard. – „Nagrywała głosy w większości naszych gier. Niewiele osób wie, że przy okazji jest naprawdę utalentowaną piosenkarką: występuje w nagrodzonym Grammy zespole i jeździ w trasy koncertowe. Właściwie to tak na początku na nią trafiliśmy. Kiedy zaczęliśmy prace nad grą, zacząłem się zastanawiać, czy Lynda nie zechciałaby przygotować dla nas autorskich utworów. W końcu nikt nie powiedział, że w naszym świecie zaprzestano tworzyć muzykę”.
Howarda zainteresowała możliwość zamieszczenia w grze piosenek stworzonych przez postać ze świata, która pisałaby i wykonywała muzykę pasującą do ogólnego nastroju ścieżki, a jednocześnie odnoszącą się bezpośrednio do Fallouta 4. „Lynda od razu podchwyciła ten pomysł” – wspomina Howard. – „Była nim naprawdę podekscytowana. A rezultat jest wprost fantastyczny”.
Carter gra rolę Magnolii, piosenkarki z Dobrego Sąsiedztwa (od którego bierze nazwę jedna z jej piosenek, o czym wspomnimy później). „Potrafi w niejeden sposób zapewnić podróżnikom chwilę wytchnienia” – opowiada o postaci Carter. – „Ludzie kochają słuchać jej śpiewu”. Niech nikt jednak nie pomyśli, że jedyną funkcją Magnolii jest oczarowywanie i umilanie życia odwiedzającym okolicę graczom. Jej bar służy też za miejsce spotkań wpływowych ludzi i punkt, gdzie zawiązywane są liczne umowy. „Ona dobrze wie, kim jest postać gracza” – stwierdza Carter. – „Doskonale się zna na charakterach i jest nadzwyczajnie bystrą osobą. A robi to, co robi, ponieważ to uwielbia. Tak więc i dla niej to miejsce stanowi bezpieczną przystań”.
Co powinno najbardziej ucieszyć fanów Carter, to fakt, iż nie tylko gra ona jedną z ról w grze, ale tworzy też dla wędrowców pustkowi muzykę, której mogą słuchać podczas podróży. Komplet jej pięciu autorskich utworów stanowi część repertuaru Radia Diamond City (którego uroczo dziwaczny DJ wygłasza w przerwach między utworami całą kolekcję zależnych od sytuacji fabularnej komentarzy).
Dobrzy sąsiedzi
Jeśli chodzi o samą kolaborację twórczą, Carter współpracowało się z Howardem, Lampertem i resztą zespołu Bethesda Game Studios naprawdę świetnie. „Todd zawsze we mnie wierzył, ponieważ poznał część mojej wcześniejszej twórczości” – opowiada. – „W dodatku pracuję z nagrodzonym Grammy tekściarzem, Johnem Jarvisem, i Kerrym Marxem, jednym z najlepszych gitarzystów Nashville. Poza tym zebraliśmy śmietankę muzyków sesyjnych Nashville, wliczając w to mojego dyrektora muzycznego i perkusistę, Paula Leima, i legendarnego wirtuoza tuby, Blue Lou Mariniego, żeby zamknąć się w studiu i rozpocząć nagrywanie ”. A jednak Carter i tak poczuła się naprawdę mile zaskoczona, gdy Howard ochoczo zatwierdził wszystkie jej wstępne propozycje.
„Todd zaproponował mi nagranie różnych próbek, żebyśmy mogli je potem wspólnie omówić” – wyjaśnia Carter. Dlatego właśnie dostarczyła szeroki wachlarz opcji, od motywów zahaczających o pełne radości dźwięki The Andrew Sisters po sugestywny, ociekający seksem utwór wypełniony po brzegi nieprzyzwoitymi skojarzeniami. „Usiłowałam nadać każdej z piosenek trochę inną atmosferę, gdyż nie chodziło o żaden konkretny gatunek, a wszystko zależało tylko od tego, jak Magnolia zechciałaby je zaśpiewać. To ona sama jest „gatunkiem”, a jej osobowość znajduje odzwierciedlenie w każdej piosence. Na początku próbowałam obrać konkretny kierunek, ale jemu spodobały się wszystkie. Kto by się spodziewał, że polubi wszystkie próbki!”
Lampert ma podobne odczucia, jeśli chodzi o ich współpracę. „Sprawę piosenek udało nam się dograć o wiele szybciej, niż mogłem się spodziewać” – stwierdza. – „Najpierw wymienialiśmy się mailami z Carter i częścią jej zespołu. Po prostu omawialiśmy występujące w grze motywy i przykłady innej pojawiającej się w radiu muzyki, żeby nakreślić jakiś zarys ery i instrumentalizacji. Chyba wydawało im się, że nie wstrzelą się tak łatwo w dziesiątkę, ale jednak osiągnęli sukces już za pierwszym podejściem”.
Większość piosenek bez problemu wpasowałaby się w ramy czasowe... albo mogłaby pojawić się na współczesnym występie Carter. I z takimi zamiarami nosi się artystka, chcąc dołączyć utwory do swego repertuaru i rozważając nawet nagranie ich na przyszłym albumie, gdyż prawie wszystkie odnajdują się w świecie rzeczywistym równie dobrze, co na pustkowiach Fallouta 4. „To było jedno z naszych założeń” – mówi Howard. – „Że jeżeli Lynda miałaby wykonać którąś piosenkę na scenie, nikt by nie zauważył niczego nietypowego”. Jest jeden wyjątek od tej reguły: nazwany na cześć Dobrego Sąsiedztwa utwór „Good Neighbor”. Choć w innych melodiach da się znaleźć dyskretne nawiązania do pustkowi albo odnoszące się do epoki teksty, jak te w „Atom Bomb Baby”, ta konkretna piosenka podryfowała najdalej w kierunku naszego świata.
„Prowadziliśmy z Markiem wymianę zdań, rozważając stworzenie bardziej tematycznego numeru” – tłumaczy Howard. „W końcu Dobre Sąsiedztwo jest w Falloucie miastem, w którym grywa nasza artystka, i to tam właśnie stoi jej bar. Zapytałem więc Lyndę, czy pisze się na stworzenie czegoś nieco bardziej soczystego”.
Ostatecznie jednak nawet „Good Neigbor” (które możecie przesłuchać tu i teraz) brzmi jak piosenka rodem z prawdziwego świata – pomimo odniesień do kapsli, mutantów i tym podobnych. Jest tak, ponieważ dla Howarda i Lamperta wszystko sprowadzało się do nakreślenia klimatu, stworzenia nastroju i zapewnienia graczom muzyki, która zarówno idealnie się wpasuje w świat pustkowia Fallouta 4, jak i zgra z innymi, licencjonowanymi numerami”.
Jeśli chodzi o samą Carter natomiast, ma nadzieję, że polubicie jej piosenki przynajmniej tak bardzo, jak ona lubiła je tworzyć. „To prawdziwe owoce miłości” – uznaje. – „Nie posiadam się z radości, że spotkał mnie zaszczyt pracy z Toddem i jego zespołem. Jestem naprawdę wdzięczna za otrzymanie takiej możliwości. Myślę, że działanie w obrębie tej ekipy twórców stanowi jeden z najistotniejszych momentów mojej kariery”.
Żeby dowiedzieć się więcej o muzyce Fallouta 4, zajrzyj pod adres: